wtorek, 2 sierpnia 2016

Rodzynek.

Fryzjer zaliczony, oczywiście psi fryzjer. Czekaliśmy na wizytę dwa tygodnie, o trzy tygodnie za długo ;). Wyglądałem już jak bezdomny pies, jak stary zużyty mop i choć trząsłem się jak galareta, to warto było, teraz moje trzy dziewczyny wytrzeszczają na mnie oczy, bo taki ze mnie przystojniak. A kolejną wizytę zamówiłem sobie już dzisiaj, żebym już nigdy nie wyglądał jak stara szmata do podłogi.


poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Wieczorny spacer.

I po spacerze, futra zadowolone, ja nie do końca. Niebo zachmurzone, o Perseidach można sobie tylko pomarzyć, może jutro się uda...:)

...sierpniowe dni...

-Gdy sierpień wrzos rozwija, jesień krótka, szybko mija-

I pożegnaliśmy lipiec, przemknął szybko, na kolejny przyjdzie czekać dwanaście miesięcy, każdy dzień zbliża nas do jesieni, wokoło jeszcze mnóstwo kolorów i zapachów ja jednak czuję na plecach jej oddech, i mimo że potrafi być piękna, ciepła i kolorowa, to nie tęsknię za nią.

 Ostatnimi czasy leń mnie trzyma mnie mocno w objęciach, pogoda nie na moje zdrowie, siłaczką nigdy nie byłam, ale z biegiem lat kondycji ubywa w zastraszającym tempie. Nie mogłam jednak patrzeć już na męczące się w doniczkach hortensje. Miejsca stałe dostały nowe nabytki: Levana, Wim's Red, Phantom i Silver Dollar, niech rosną mi piękne, wielkie i zdrowe :), doczekały się także wysadzenia margerytki, niech zima będzie dla nich przychylna.



Mile zaskoczyły mnie lilie, dwie cebule lilii drzewiastej, posadzone w maju, zakwitły, są piękne, ogromne, oszałamiają zapachem, zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia ;), niestety zapomniałam nazwy, jak zwykle zresztą.



Wielką radość sprawiły mi w tym roku dynie. Pięknie rosną i owocują, już szykuję się na rozgrzewające jesienne zupy, placki, syropy, z tych zdrowych i słonecznych warzyw. Już sam energetyczny kolor dyniowej zupy działa w zimie jak dotyk słonecznych promieni. Jeszcze mają przed sobą co najmniej miesiąc dojrzewania, wigoru im nie brakuje, wyszły z warzywnika i powędrowały na łąkę, której teraz nie można skosić, wprowadziłam bowiem zakaz "tykania" dyń. Identyfikacja nazw nastąpi dopiero jesienią, bo w buszy ogromnych liści nie jestem w stanie dobrnąć do znaczników. Moje słoneczka.






Połowa lata już za nami a ja nie mam szansy na najmniejszy urlopik, namiastką -niemanego- urlopu ma być dla nas seria kąpieli leczniczych, cóż, lepszy rydz niż nic ;). W przepięknym starym basenie, wzorowanym na tureckiej łaźni, będziemy regenerować w fluorkowo-siarczkowej wodzie nasze nadwątlone  brakiem urlopu organizmy ;) 


W tym roku są dłuższe kolejki, więc zabiegi zaczniemy dopiero w połowie sierpnia. Wczoraj wykupiliśmy karnety, pospacerowaliśmy po górkach, co dzisiaj czuję w...łydkach. Niestety nie mogłam się oddać obżarstwu w mojej ulubionej cukierni, musiałam się zadowolić kawą i odrobineczką tortu szwarcwaldzkiego ukradzioną mojemu Połówkowi z talerzyka. Dieta, dieta, dieta.


Przede mną wieczorny spacer z moją watahą, może dzisiaj na nocnym niebie uda mi się zobaczyć Perseidy, w końcu zbliżamy się do najwyższej aktywności onych, najwyższy więc czas wypatrzeć jakieś i pomyśleć życzenia, może się spełnią ;)
cdn.
Zaglądającym dobrej nocy i radosnego poranka.

czwartek, 28 lipca 2016

...a sierpień puka do okien...


-Od świętej Hanki, zimne wieczory i ranki-

I już minęła połowa lata, przyglądając się przyrodzie można zauważyć pierwsze tchnienia jesieni, liście delikatnie maźnięte jesiennym pędzlem ubierają się w kolory. Ogrody jeszcze buchają kwieciem, upajają zapachami, trzeba się tym nasycić, bo za chwilę z kolorowego, letniego snu, obudzimy się w szarej, jesiennej rzeczywistości, ale póki co... ;)






Pachnące kępy floksów, jak z babcinego ogrodu, przypominają czasy beztroskiego dzieciństwa. Lubię je również z tego powodu, że wabią do ogrodu Fruczaki Gołąbki, cudne ćmy, nasze koliberki, niestety złapać takiego delikwenta w obiektyw aparatu to nie lada wyczyn, jeszcze nigdy nie udało mi się tego dokonać tak, by efekt był choć odrobinę zadowalający, ale jeszcze wszystko przede mną...






Czas najwyższy pozbawić Pysznogłówki czuprynek, żeby móc jesienią i zimą rozsmakowywać się w herbatkach aromatyzowanych suszonymi kwiatami Monardy...dla zdrowotności ;)





Zaczął się czas przetworów, zapasów na zimę, każde warzywko wyhodowane samodzielnie, bez użycia środków chemicznych/pestycydów, jest cenne i warte zachodu. Zbiegło się to moje robienie zapasów zimowych z przejściem na dietę, nie jest łatwo pogodzić jedno z drugim, ale jak na razie trzy kilogramy za mną :), postawiłam na stole trzy kilogramy cukru, wizualizacja tego co zrzuciłam była bardzo motywująca i utwierdziła mnie w tym, że robię dobrą robotę dla swojego organizmu, zdrowia i kieszeni :) cdn.