Za to z pożytkiem dla zdrowia zebrałam z grządki resztę zielonej pietruszki, zmiksowałam z olejem i solą i hop do zamrażarki, w takiej formie nie zamarza na kamień, łatwo ją dzielić i nie zajmuje dużo miejsca, bardzo lubię smak świeżej zielonej pietruszki, szczególnie w środku zimy.
I upiekłam chlebuś, mój ulubiony, z makiem, siemieniem i słonecznikiem, choć tym razem zamiast słonecznika, który się mi był zbył, sypnęłam orzechów nerkowca. Jak zawsze swój chlebuś jest smaczniutki i je się go o dużo za dużo, niestety ;)
A dzisiaj, wykorzystując ostatki (oby nie) przyjemnej pogody, pospacerowaliśmy po alejkach parku zdrojowego w Polanicy. Niedługo zima zamknie mnie na -do wiosny- w domowych pieleszach ;)
tam
i z powrotem ;)
a w niewielkiej Ferozzi Art Galery można podziwiać takie misterne cudeńka tamtejszej artystki a zarazem właścicielki galerii Beaty Bembnik.
zdjęcia absolutnie nie oddają rzeczywistego piękna tych misternych dzieł.
Wracając na własne podwórko, ptaszki przyzwyczajają się do karmników i zaczynają gromadnie przylatywać na poczęstunek.




















