...z czytania na czytniku oczywiście, czyli niejako ciąg dalszy poprzedniego wpisu.
Czytnik to nie książka, zdecydowanie, nie ma szelestu kartek, nie ma zapachu papieru, nie ma oślich uszu ;), a jednak polubiliśmy się, czytnik to wolność, "papierowy" ekran nie męczy oczu i mogę czytać bez okularów, jeszcze ;)
Generalnie kryminalno-thrillerowa jestem, jednak po polskich autorów nie sięgałam od czasów wczesnego Jo Alexa, nie mogłam z pisarzy skandynawskich przestawić się na rodzimych, mimo kilku prób. A może tłumacze mają lepszy warsztat literacki od naszych twórców? Oczywiście to tylko moje subiektywne wrażenia, nie lubię żargonów, slangów, wulgaryzmów i innych kaleczeń języka polskiego, jeśli nie jest to uzasadnione i konieczne w oddaniu klimatu, czy sytuacji. Niestety, polskie kryminały są często zachwaszczone niepotrzebnie, nadmiernie, bez powodu. I boję się, że kiedyś zniknie gatunek klasycznego kryminału pisanego pięknym językiem, brutalizowanym tylko w miejscach koniecznych.
Pierwszą, miłą niespodzianką, jest dla mnie "Żałobnica" Roberta Małeckiego, pisarz bawi się słowem jak cukierkami, w pewnych miejscach daje nam ich garść a w innym tylko jednego i to przez papierek, żebyśmy szybciej czytali ;). Mam tylko nadzieję że kolejne książki tego autora, po które niebawem sięgnę, nie zawiodą mnie poziomem i stylem.
A to mój nowy podręczny przyjaciel 💖
Pozdrawiam zaglądających 😘








